RSS
 

Czas

19 sie

Z czasem wiąże się taka prawda, że pomyka dość szybko, choć tworzy zupełnie odwrotną iluzję. W czasie rzeczywistym wszystko dzieje się stosunkowo wolno, więc mamy to wrażenie, że z niczym nie trzeba się spieszyć. Nie lubię tego wrażenia, bo potem „oszukany” z zaskoczeniem odkrywam, że coś co działo się niby niedawno temu miało miejsce 7 lat temu.

Myślę ostatnio na okrągło gdzie umknęły mi ostatnie tygodnie. Na czym. Co takiego robiłem, co widziałem. Dzięki mani fotografowania odkrywam ile zdarzyło się w przeciągu zaledwie dwóch miesięcy wstecz. Im więcej się dzieje – tym mniej rejestruje. Nie wiem dlaczego, ale dopada mnie przez to poczucie dryfowania we własnym życiu. Skoro nie wiem co zdarzyło się tydzień temu, jaki sens ma przyszły tydzień? Mam też poczucie zapętlenia. Wydaje mi się, że płynę już prosto do brzegu, po czym znowu jestem gdzieś na środku przestrzeni, z której wyruszałem. Czy to takie niekończące się wtaczanie głazu?

Czasami zastanawiam się, dlaczego tak mamy, żę szukamy dziury w całym zamiast cieszyć się tym co jest. Bo może moje przemyślenia prowadzą do wynajdywania sobie problemu? Może za dużo poświęcam im czasu i nie powinienem przywiązywać tyle wagi do minionej przeszłości? Skoro przecież już się odbyła…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Daleniusz Lew

25 kwi

Daleniusz wrócił. W sumie to niemoc wróciła. Walka z nim jest trudna i zaczyna się praktycznie każdego dnia. Chyba zacznę z nim walczyć przy pomocy tego bloga. Nie widzę innego sposobu. Czasu na wszystko jest coraz mniej i szkoda byłoby go zmarnować.

Daleniuszu – jak wojna to wojna.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stany

20 paź

Spędziłem w USA dwa miesiące i miesiąc po powrocie zaaklimatyzowałem się na nowo. Śmiesznie bo żyje się w krainie niekończącego się słońca  po czym bach, witamy w szarościach.  I szarości te są trudne do przeskoczenia.

Trudność sprawiają mi też ludzie. Uwielbiam ich, a z drugiej strony chciałbym być gdzieś tylko sam…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O poranku przy Spotify

03 lip

Hmm… Przyznaję, że nie planowałem usiąść dzisiaj do bloga. Ale chyba pora i czekająca kawa stały się ku temu natchnieniem.

Jestem na takim etapie, w którym można wszystko. A czuję się jakbym stał na krawędzi przed otchłanią. Wszystko o czym pomyślę naprzód wydaje mi się już stracone. Przecież to bez sensu.

Postanowiłem sobie, że każdego muszę dokonać jakiegoś aktu odwagi. Nigdy nie myślałem o sobie w kategorii tchórzostwa, ale strach polubił wypełniać moje wnętrze. Jest coś do zrobienia i czuje się nim zalany. Czasami ciężko mi oddychać. Dlatego co by się nie działo muszę z nim walczyć. Krok po kroku. Pomyśleć, że nigdy nie lubiłem tchórzy. A koniec końców sam się nim okazałem.

Przeczytałem kilka dni temu rok 1984. Zabierałem się za niego trzy razy i w końcu doczytałem do końca. Podobał mi się, choć wprawił w ogromną zadumę i smutek. Obejrzałem też film i choć ten podobał mi się mniej, wizualnie był jeszcze bardziej depresyjny. Te fragmenty, które w książce wydały mi się ładne, czyste, dające nadzieję lub ukazujące porządek w filmie były tak samo ponure jak reszta rzeczywistości. Nie było tam promyka nadziei. Do czego dążę… Choć czasy są dla nas dużo bardziej sprzyjające, czasami czuje się uwięziony jak Winston. Mam wrażenie, że co bym nie zrobił i tak nie będzie to wymierne. Czuję się wpleciony w zależności, z których nie sposób się wypleść.

Może oczekuję od siebie za dużo. Może pora cieszyć się rzeczami małymi. Nawet jeśli nie poprowadzą do wielkich.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zakochanie

26 cze

Miłość i zakochanie. Zupełnie różne stany. Już kogoś kocham a mimo to…

Zakochałem się. To takie dziwne. Czuję, że ktoś mi się podoba. Wiem, że ze wzajemnością. I motyle w brzuchu. Szaleję. A w sumie nic się nie stało. Jest tylko nowa chemia.

Natura jest sprytna. Manipuluje nami niczym kukiełkami. Pociąga za sznurki i kpi. Każe się ośmieszać. Już czuję, że trzeba stroić piórka a przecież to bez sensu. Jestem zajęty. Jest mi dobrze.

***

Tak dawno już nie pisałem. Chcę wrócić znowu. Powrócę?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stany cz.2

27 kwi

Następnego dnia postanowiliśmy zwiedzić Seattle. Zaskoczyło mnie, że tak niepewnie czuję się ze swoim angielskim. Spinanie przychodziło i odchodziło, ale jakaś frustracja z tego powodu dopadała mnie cały czas. Czułem się jak przysłowiowy Kali i tak miało zostać już do końca. To… zabawne ale Książe może mówić i nie do końca rozumie co się do niego mówi, a ja rozumiem, ale nie potrafię powiedzieć tego co bym chciał.

Niemniej jednak zaczęliśmy zwiedzanie i miasto zauroczyło mnie na całego. Może dlatego, że jest w nim kilka miast naraz. Jest małe miasteczko, pełne domków na wzgórzach. Jest miasto wypełnione stylowymi wieżowcami. Jest przemysłowe miasto portowe. Jest miasteczko przytulne, nadmorskie. Przyznaję, że trochę się zauroczyłem.

Byliśmy w pierwszym i drugim Starbucksie ever. Tymi pierwszymi, które zapoczątkowały całą sieciówkę. Byliśmy w poukrywanych ogrodach i ogródkach miejskich, które funkcjonują na zasadzie kawału „wchodzi facet do windy a tam schody”. A także nad wspaniałym wybrzeżem, z którego widać morze i góry. Obserwowaliśmy jak lądują wodoloty i jak wygląda życie nocne (trochę przerażająco). Wróciliśmy padnięci, ponieważ pierwszy raz od dawien dawna zeszliśmy miasto na nogach, nie jadąc samochodem, czy nie siedząc non stop przed komputerem.

Następnego dnia zmierzaliśmy autem do Yellowstone. To co działo się z krajobrazem było prawdziwym szaleństwem. Najpierw góry osnute chmurami, później niekończące się prerie skaliste,  następnie pola uprawne, wielkie jeziora i znowuż góry, gładkie zamszowe wzgórza i ośnieżone szczyty. Dojechaliśmy do West Yellowstone na noc. Motel – zaskoczenie. Mnóstwo głów wypchanych zwierząt, hol przeogromny, klimat jak z horroru, ale przedni. Zupełnie inny niż w Seattle.

W pakiecie mieliśmy śniadanie samoobsługowe i jak dzień wcześniej widzieliśmy szalejącą wiosnę, tak teraz tonęliśmy w krainie śniegu. Szybko dowiedzieliśmy się, że Park Yellowstone do niemal maja jest zamknięty i prawdopodobnie przyjdzie obejść nam się smakiem i trzeba będzie jechać gdzieś indziej. W ostatniej chwili przebłysku wynajęliśmy rowery i w szalonym tempie objechaliśmy to co było dozwolone. Po części szalałem z nieszczęścia. Kondycja odmówiła mi już w Seattle, a teraz przy podmuchach śniegu w twarz i ograniczonym limicie czasowym moje nogi umierały. Ale przyszło nam mijać na drodze bizony (po prostu kosmos!) i przepiękne, przepiękne widoki! Powrót uczciliśmy hamburgerem z… bizona a na wieczór zajechaliśmy do Jackson przedzierając się przez prawie zamieć śnieżną na letnich oponach! Znaki doradzały łańcuchy na opony a tych… nie mieliśmy.

Jackson: przepiękne. Małe urocze kowbojskie miasteczko znajdujące się przy kolejnym Parku – Teton oraz rezerwacie jeleni. I rezerwat i szczyty Teton powaliły mnie na ziemię. Dzień zakończyliśmy gawędząc ze staruszką w cukierni – do jej sklepu powiódł nas zapach słodyczy, a że byłem już trochę głodny, chcieliśmy sprawdzić co można tam dostać. Szalona ale sympatyczna pani oprócz sprzedania nam dwóch kawałków karmelu i czekoladowych żółwi opowiedziała co nieco o miejscu i poradziła, gdzie udać się na najlepsze w Jackson śniadanie…

c.d.n.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stany cz.1

26 kwi

Wylecieliśmy do US z pewnym opóźnieniem. Lufthansa odwołała loty (w tym nasz) z powodu strajku, ale Książe nie pozostał bezczynny i dostał w zamian bilety od LOTU. Pojechaliśmy więc do Wawy a jako, że mieliśmy jeszcze trochę czasu do wylotu, zjedliśmy coś w Złotych Tarasach i przekoczowaliśmy z bagażami półtora godziny. Następnie prawie spóźniliśmy się na lotnisko, potrzebna była taksówka i na spokojnie… weszliśmy na pokład. Na moje nieszczęście telewizorki w fotelach nie działały, co po części ucieszyło mnie w duchu. Wziąłem ze sobą trzy książki, licząc, że każdą doczytam do końca i tak też się stało.

Kolejne emocje były w Chicago. Tam sądziliśmy, że już spóźniliśmy się na lot do Seattle. Zaczęliśmy nawet biec, jakaś pomoc lotniskowa, która była i kobietą i mężczyzną próbowała nam pomóc, Książę się zirytował po czym w przypływie chłodnej kalkulacji zwęszył, w którym kierunku mamy się udać i że jeszcze nie wszystko stracone, bo nasz następny lot jest opóźniony.

W Seattle wypożyczyliśmy auto, białe, duże BMW SUV i udaliśmy się do hotelu. Widok na miasto z autostrady zabił mnie zupełnie. Piękne drapacze świecące się niczym las choinek; tysiące okienek i tysiące małych biur. Coś co rysowałem jako dziecko, w końcu udało mi się zobaczyć w realu. Co by dużo nie mówić – ile zdjęć, filmów by się nie oglądało – własne oczy rejestrują totalnie indywidualnie. Dlatego jeśli jest taka opcja najlepiej zobaczyć wszystko samemu i wtedy zdecydować, czy coś nam się podoba czy nie.

Hotel okazał się bardzo przyjemny. Zaskoczyło mnie pełne wyposażenie – mikrofalówka, ekspress do kawy, lodówka, telewizor LCD czy suszarka do włosów. W zasadzie komplet potrzebności za naprawdę nieduże pieniądze. I wkrótce miało się okazać, że to zwykły standart. A potem był już tylko sen… Wydawało mi się, że nie zasnę przez zmianę czasu po czym… padłem jak kawka.

c.d.n.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i… koniec Marca 2014

31 mar

Mieliśmy warsztaty z DeWinter. Fajne, naprawdę. Studium pedagogiczne daje mi najwięcej radochy na ASP. Przerabialiśmy trzy wizualizacje, jedną o przewodniku, jedną o pejzażu, jedną o drzewie. Z tą o drzewie wiązały się jeszcze prace malarskie.

Byłem też w Muzeum Schindlera i Pałacu Czapskich. Oba zrobiły na mnie mega wrażenie.

Wakacyjnie wybraliśmy się z Audrey i jej mężem do Doliny Będkowskiej. Kraków odsłonił kolejne plusy.

W szkole dość gorąco – idzie opornie. Magisterka się ślimaczy. Co rusz mam przerywniki w postaci wizyt na fotelu dentystycznym. A do tego zaraz wylatujemy do stanów. Choć nie wiadomo. Lufthansa zapowiedziała strajki…

Filmowo:

  • Her: Cudowny, trzeba po prostu zobaczyć
  • Witaj w klubie – dobry, do zobaczenia i niekoniecznie jeszcze raz
  • Tajemnica Filomeny – dobry, choć smutny i przyznaję, że postawy bohaterów są mi trochę obce
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marzec 2014 i Welon Bazi w Krajobrazie

17 mar

1 Marca Agu wzięła ślub. Myślałem, że nie zdąży, nie wyrobi się, nic nie dojdzie do skutku. A wyszło niemal idealnie. Niesamowite. Tego dnia musiałem wziąć taksówkę, żeby dotrzymać słowa i być na czas. Tak się jakoś stało, że wszystkie środki transportu mi uciekły i zostało tylko jedno rozwiązanie. Zapłaciłem jak za podróż do Krakowa, ale nie było powodu by się buntować. Nie tego dnia, kiedy wszystko było tak ważne. Dojechałem do jej fryzjera, a później w mgnieniu oka dopinaliśmy resztę rzeczy. Na samym ślubie byłem jakby nieobecny. Aparat w moich rękach buntował się i wydawało mi się, że żadne zdjęcie nie wyjdzie ostre. Napięcie przeszło wszelkie oczekiwania. Potem już tylko kawiarnia, przesłodki tort i posiedzenie rodzinne po domowemu z obiadem włącznie. Widziałem, że są szczęśliwi. W całym tym zamieszaniu wytwarzają coś co zespaja się w szczęście.  Jak bardzo byłoby odmienne od tego co widzi się w każdym filmie.

Następnego dnia wraz z rodziną pojechaliśmy nad jezioro w środku lasu. Tak oto zakończył się pobyt w stronach rodzinnych.

Pociąg zaskoczył mnie pełną nowoczesnością! Gniazdka do laptopów, panel dotykowy regulujący temperaturę, siedzenia z nowym obiciem i nie 8 a 6 na przedział. Szał ciał.

Kraków to czas przestawiania się na pracę. Idzie opornie aż do teraz.

Wpadli rodzice Księcia i w końcu zaskoczyłem skąd są jego nawyki. Zawsze to podejrzewałem, ale inaczej jest się utwierdzić w podejrzeniach i odetchnąć z ulgą.

Obecnie jest u nas Dj Cube.

Próbuję jak mogę walczyć ze sobą i zmotywować się do lepszej pracy. Daleniusz rozciąga się i odciąga o tego co naprawdę istotne. Jak wyeliminować ten stan? Jak go przepłoszyć?

Filmowo:

  • Kapitan Phillips – ciężki film, monotonny, ale poruszający trudny temat, dobry, ale nie podobał mi się
  • Księżna – wiele osób zarzuca temu filmowi płaskość, ale mnie stresował od początku do końca, kolejna niełatwa historia
  • Ona – jeden z lepszych, fajnie ukazana niedaleka przyszłość, bardzo dobrze oddane współczesne relacje
  • Sleeping Beauty – po raz kolejny, trochę ze względu na „Maleficent” z Angeliną, trochę dlatego, że DeWinter jeszcze nie widziała
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Luty 2014

15 mar

Luty spędziłem na rysowaniu, głównie na Cassey. A także fotomontażach do Once Upon a Time. Na DA wrzuciłem tylko 2 obrazki, w tym swoje walentynkowe portrety (które męczyłem wyjątkowo długo).

Ponieważ Książe zaczął przygotowywać się do egzaminu, całe dnie spędzał przy komputerze. Czasami tylko dawał wyciągać się na spacer. Niekiedy szliśmy na Muffiny z kawą, niekiedy maszerowaliśmy wzdłuż rzeki. Raz przemierzyliśmy stary Salwator.

Audrey niestety miała powikłania i szpital przedłużał się dla niej raz po raz. Z wizytą przyjechała Miah, która tym razem zatrzymały się u Mary. U DeWinter zamieszkała nowa (zaproponowana przeze mnie) współlokatorka. Na zajęcia wróciłem mocno rozleniwiony.

Na sam koniec miesiąca zajęliśmy się rezerwacją hostelu w Berlinie, busami i pojechaliśmy na wyczekiwany egzamin Księcia do Niemiec. Berlin jako miasto podobał mi się szalenie! Wspaniały! Tylko zapach kanalizy zabijał od czasu do czasu całe wrażenie. Następnie pojechaliśmy do Szczecina, gdzie Książe na błysk musiał wracać, bo urlop zdążył się wyczerpać. Ponieważ zbliżał się ślub Agu zostałem, odwiedzając znajomych z podstawówki, bliskich K. Ciemności (Annę, Marchewki), Siostrę po czym ostatni dzień lutego spędziłem z Agu biegając po mieście i szukając wyposażenia Panny Młodej Last Minute. Przypomniało mi się, czemu nie cenię Szczecina. Jest taki szary, chłodny, duży i pusty. I ta energia… Ciężko do czegoś się zmotywować. Z kolei z Agu było jak zawsze. W gonitwie i szalenie.

Filmowo:

  • Blue Jasmine – dobry, smutny, wciągający ale na raz, bez pointy
  • Przed północą – z każdą częścią coraz bardziej gorzko, trochę szkoda
  • 2001 Odsyeja Kosmiczna – duże zaskoczenie, mnóstwo symboliki, inny od innych
  • Instytut Benjamenta – mroczny, kilmatyczny, dziwny, fabularnie trochę za mało
  • Czas na miłość – lekki, magiczny, niewymagający

Serialowo:

  • Demony da Vinci – fajny, szybkie tempo, wartka akcja, fajni bohaterowie
  • Dracula – nie do końca wszystko dla mnie leżało, była jakaś sztuczność, ale b.dobry
  • Dziewczyny – smutny, ale dobry
  • Jess i chłopaki – mam problem z tym serialem, jest śmieszny ale za łagodny/cukierkowy
  • Dwie spłukane dziewczyny – lubię bardzo! Cięty dowcip, fajna historia
  • Once Upon A Time in Wonderland – nie sądziłem, że to powiem, ale jest dużo gorzej niż w Once Upon a Time!
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS